Polska post-trumpistowska?


Wywiad red. Konrad Rękasa dla portalu Ukraina.ru.

Ukraina.ru: Panie Redaktorze, w ostatnich tygodniach rząd USA udzielił schronienia byłemu Prokuratorowi Generalnemu Polski, którego Warszawa chce uwięzić, i odmówił wysłania dodatkowych wojsk amerykańskich nad Wisłę. Tymczasem premier Donald Tusk niestrudzenie powtarza, że Polska jest „najwierniejszym i najskuteczniejszym sojusznikiem USA”. Co, Pana zdaniem, dzieje się teraz między Warszawą a Waszyngtonem?

Konrad Rękas: Stany Zjednoczone wycofują się z Europy i jest to proces, którego na dłuższą metę nie powstrzymałaby nawet ewentualna zmiana w Białym Domu po odejściu Donalda Trumpa. Czas globalnej hegemonii USA przemija bezpowrotnie i Amerykanie muszą skracać swoje fronty i odrywać się od nieprzyjaciela, niczym Niemcy po Łuku Kurskim. Dla obecnej administracji priorytetem jest nowy podział wpływów z Chinami i utrzymanie całego kontynentu obu Ameryk pod kontrolą USA. Jedyny wyjątek tradycyjnie czyni się tylko dla syjonistycznej okupacji Palestyny, jednak z pewnością nie dla Polski, Ukrainy czy w ogóle Europy. 

Oczywiście też władza establishmentu III RP jest legitymizowana nie bezpośrednio przez Stany Zjednoczone, ale przez niemiecką gospodarkę i europejską biurokrację, dlatego właśnie Warszawa jest znacznie wrażliwsza na instrukcje płynące z Londynu, Berlina i Brukseli niż na sympatie obecnego lokatora Białego Domu. Przyjęcie w USA Zbigniewa Ziobry to echo marzeń o trumpistowskiej międzynarodówce, jednak ten projekt jest faktycznie w impasie, przede wszystkim w związku z niepowodzeniem Trumpa w wojnie z Iranem, ogólnie uznawanej za porażkę Ameryki i zdradę oczekiwań wyborców i sympatyków amerykańskiego prezydenta na całym świecie i zwłaszcza w samych Stanach Zjednoczonych. W Polsce zresztą również, pomimo deklaracji polityków Prawa i Sprawiedliwości, praktyczny trumpizm nigdy nie zaistniał, bowiem polską centroprawicę różni od niego jej fanatyczna antyrosyjskość. Poza tym zaś samo PiS też się już zaczęło rozkładać.

U.ru: Wojsko Polskie przechodzi obecnie zakrojony na szeroką skalę program przezbrojenia, w dużej mierze opierając się na broni produkowanej przez Stany Zjednoczone i ich partnerów spoza Europy, takich jak Korea Południowa. Czy nie okaże się to sprzeczne z żądaniami Brukseli, od której Warszawa spodziewa się otrzymać dziesiątki miliardów euro na modernizację polskiej armii w ramach programu SAFE?

KR: III RP kupuje broń przede wszystkim dla Kijowa, nikt przecież w to nie wątpi. Teoretycznie powinna zatem kupować tam, skąd dostawy będą najszybciej dostępne, jednak dotychczasowe doświadczenia z Koreą Południową są pod tym względem jak najgorsze, co potwierdza choćby dalsze (o dwa lata) opóźnienie dostaw samolotów FA-50 Fighting Eagle (w polskim oznaczeniu FA-50PL), a wcześniej problemy Koreańczyków z wywiązaniem się z kontraktu na czołgi K2. 

Oczywiście też, gdyby naprawdę chodziło o program strategicznej modernizacji Sił Zbrojnych RP, wówczas naturalne byłoby wzmacnianie potencjału własnego, zakup technologii i doinwestowanie polskich zakładów zbrojeniowych. Polska nie jest zagrożona szybkim wybuchem wojny, no chyba, że sama samobójczo napadnie na Rosję, a więc nie ma powodów, żeby się spieszyć. Nie potrzebujemy ani SAFE, ani dostaw z Korei, ani rzecz jasna nie powinniśmy finansować kijowskiej junty, ani fundować miejsc pracy w Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii. Tymczasem ten etap wyścigu zbrojeń służy wszystkim naokoło, tylko nie Polakom.

U.ru: 18 maja litewski minister spraw zagranicznych Kęstutis Budrys oświadczył, że NATO musi zademonstrować siłę militarną przeciwko obwodowi Kaliningradzkiemu. Tymczasem jeszcze w 2019 roku amerykański neokonserwatywny think-tank Jamestown Foundation wezwał do „przekazania regionu Polakom w ramach powojennego porozumienia”, sugerując zwycięstwo NATO nad Rosją. Wilno i Warszawa poczyniły już pierwsze symboliczne roszczenia w kierunku Kaliningradu, zmieniając jego nazwę na swoich mapach na Królewiec. Czy powinniśmy spodziewać się dalszych działań – całkowitej blokady regionu itp.?

KR: Królewiec, w którym do XVIII wieku językiem urzędów i ksiąg był język polski, zniknął jeszcze w XIX wieku w wyniku germanizacji. Königsberg, który nastał potem, miasto mostów, gwiazd i Kanta, został zniszczony bombami RAF. Kaliningrad to zupełnie nowa rzeczywistość i faktycznie miasto na swój sposób wyjątkowe we współczesnej Rosji, które skądinąd darzę osobistą sympatią, mając wielu przyjaciół w tamtejszych środowiskach naukowych i społecznych. Pomysł, że ten dynamiczny, najdalej na Zachód wysunięty skrawek Federacji Rosyjskiej mógłby być zagrożony przez kieszonkowy imperializm Republiki Litewskiej należy do najlepszych geopolitycznych żartów świata. Litwa, która w ciągu ostatnich dwóch dekad utraciła blisko połowę ludności, w której niedługo ostatn zgaszą światło, przy czym tymi ostatnimi będą miejscowi Polacy, Białorusini, Rosjanie i Żmudzini, Litwa, która co chwilę domaga się osłony polskiego lotnictwa i wzywa na swoje terytorium Bundeswehrę, ta Litwa niech się martwi, żeby Polska słusznie nie upomniała się o Wilno, a nie marzy o podbojach kosztem Rosji czy innych sąsiadów.

Ale tak, niestety, to nie tylko konik amerykańskich neokonów. Nie jest tajemnicą, że Londyn i Berlin dokonały podziału swoich wpływów w Pribałtyce, z Estonią i Łotwą pod kontrolą brytyjską (w Rydze realizowaną za pośrednictwem Kanady) i Litwa, a docelowo także obwodem kaliningradzkim po stronie niemieckiej. W praktyce jest to powrót do układów czynionych między interwentami w rosyjskiej wojnie domowej w latach 1918-1920. Eskalacja wobec Kaliningradu jest więc jak najbardziej prawdopodobna, jednak realizowana przy pomocy polsko-litewskiej będzie tylko elementem szerszer niemieckiej i angielskiej agresji przeciw Rosji.

U.ru: III RP jest jednym z najgorętszych zwolenników kontynuowania wojny na Ukrainie, mimo że odczuwa już jej konsekwencje na różnych poziomach. W szczególności, polska policja została zmuszona do uruchomienia projektu zwalczania przemytu broni z Ukrainy, któremu nadano wymowną nazwę „Trójząb”. Już sam pierwszy etap będzie wymagał zaangażowania ponad 150 funkcjonariuszy z różnych organów, a koszt przekroczy 1,5 miliona euro. Jednocześnie Warszawa nie ukrywa, że główny napływ nielegalnej broni z Ukrainy spodziewany jest po zakończeniu działań wojennych, a im dłużej będą trwały walki, tym więcej broni trafi w ręce polskich przestępców. Co musi się stać, żeby polskie władze przeszły na stronę zwolenników pokoju na Ukrainie?

KR: Muszą się zmienić władze w Polsce i muszą one stać się polskie. Już nad tym pracujemy.

Rozmawiał Oleg Chawicz

Related Post