A nie mówiłem? Ukrainizacja Polski Ganianie banderowskiego króliczka

Ganianie banderowskiego króliczka


Kolejna ustawa niby to mająca doprowadzić do zakazania w Polsce tego, co i tak jest zabronione – to tylko prymitywna sztuczka mająca odwrócić uwagę od podpisania przez prezydenta Karola Nawrockiego kolejnej ustawy przedłużającej przywileje podatkowe i socjalne ukraińskich nachodźców w Polsce. Skończył się czas kampanii wyborczej i zachodni mocodawcy każą Polakom dalej płacić i za kontynuowanie wojny, i za utrzymywanie Ukraińców, którym fundujemy opiekę zdrowotną, świadczenia rodzinne i emerytury. Na pociechę zaś możemy się trochę połudzić, że czegoś kijowianom możemy zabronić lub coś nakazać O prezydencie Andrzeju Dudzie mówiono, że jest ukraińskim wiceprezydentem (i sekretarzem stanu syjonistów). Prezydent Nawrocki płynnie wszedł w tę samą rolę. To jest ICH prezydent.

Banderyzm jest nazizmem

Do znudzenia też trzeba przypominać, że w polskim Kodeksie karnym istnieje zapis o brzmieniu: „Art.  256. [Propagowanie nazizmu, komunizmu, faszyzmu lub innego ustroju totalitarnego] §  1.  Kto publicznie propaguje nazistowski, komunistyczny, faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. §  1a.  Tej samej karze podlega, kto publicznie propaguje ideologię nazistowską, komunistyczną, faszystowską lub ideologię nawołującą do użycia przemocy w celu wpływania na życie polityczne lub społeczne. §  2.  Karze określonej w § 1 podlega, kto w celu rozpowszechniania produkuje, utrwala lub sprowadza, nabywa, zbywa, oferuje, przechowuje, posiada, prezentuje, przewozi lub przesyła druk, nagranie lub inny przedmiot, zawierające treść określoną w § 1 lub 1a albo będące nośnikiem symboliki nazistowskiej, komunistycznej, faszystowskiej lub innej totalitarnej, użytej w sposób służący propagowaniu treści określonej w § 1 lub 1a.”.

Banderyzm JEST NAZIZMEM. Nie trzeba go dodatkowo zakazywać. Wystarczy ścigać i tępić – stawiać przed sądem, deportować, aresztować nazistów, ukraińskich czy każdych innych. To jest takie proste. To kwestia WOLI politycznej, nie zapisów. Tylko, że tej woli nie ma.

Polska pod okupacją

Współczesna Polska jest pod banderowską okupacją. Partyjne gierki tego nie zmienią. PiS i PSL przypominają sobie o zbrodniach ukraińskich szowinistów tylko, gdy są w opozycji i potrzebują głosów Kresowian. Nawet lider Konfederacji, Sławomir Mentzen, zagłosował ostatnio przeciw dodatkowej penalizacji banderyzmu, mętnie tłumacząc to swoim… amerykańskim podejściem do wolności słowa. Tymczasem ważniejszy był zapewne telefon z amerykańskiej ambasady, ostrzegający, że bez popierania Kijowa Mentzen ani nikt z jego kręgu nie może liczyć na wejście na salony, na które nadal obowiązuje podwójna przepustka, sprowadzająca się do popierania obu nazizmów, tego w Kijowie i tego w Tel Awiwie.

Banderyzm był, jest i będzie w III RP propagowany jawnie i bezkarnie, bo gdyby nawet jakaś rzekomo antybanderowska ustawa została uchwalona – rząd, prokuratura, policja, ani sądy nie będą jej stosować, a następnie przegłosowane niesłusznie przepisy zostaną szybko usunięte, tak jak robiono to poprzednio, w 2019 r. decyzją PiS-owskiego Trybunału Konstytucyjnego. Bo przecież dla narodów Europy Wschodniej „są też dobre nazizmy” i bez wątpienia należy do nich banderyzm, jak kiedy napisała Ann Applebaum, żona ministra spraw zagranicznych Radka Sikorskiego, prawdopodobnie następnego kierownika anglosaskiego zarządu powierniczego nad Polską.

Nie mamy polskiego prezydenta

Nie znaczy to jednak, że nie można pograć zakazem banderyzmu w imię mikrogierek III RP i podtrzymania polaryzacji, bez której partyjna polityka państwa z dykty już dawno rozleciałaby się w pył. Dlatego właśnie PKN jedną ręką podpisuje ustawę sankcjonującą wydawanie kolejnych miliardów z budżetu państwa, a drugą macha świstkiem nie mającym już nawet większego znaczenia propagandowego. W końcu cóż szkodzi obiecać!

Skądinąd zresztą o wecie PKN do pierwszej ustawy o finansowaniu Ukraińców w Polsce dowiedzieli się wszyscy, bo naiwna blogosfera szlochała „Mamy wreszcie polskiego prezydenta!”.  O tym, że PKN ostatecznie ustawę podpisał nie dowie się nikt, bo ci wcześniej rozradowani teraz ze wstydu się nie odezwą, a uwagę reszty może da się odwrócić pozorowaniem antybanderyzmu.  Co przy tej okazji zaś szczególnie zabawne, w usprawiedliwieniach dla podpisania przez PKN ustawy o dalszym utrzymywaniu ukraińskich nachodźców czytamy ostatnio rozbrajające “No bo przecież inaczej musieliby 1. października wracać do siebie!”. Pomijając, że to niestety nieprawda (bo obowiązują przecież ogólne zasady pobytu, pracy i świadczeń dostępnych dla cudzoziemców), to podstawowe pytanie brzmi na takie dictum: No i co? Gdzie jest słaby punkt? To nie o to chodzi, żeby wrócili do siebie? 

Rozwiązałoby to wszak oba problemy na raz. Nie musielibyśmy już za nich płacić składek i nie miałby kto w Polsce propagować banderyzmu (no, może poza garstką funkcjonariuszy PiS i PO). A co z nazizmem i oligarchią na Ukrainie – to już i tak przecież zapewne zostanie załatwione za nas i oby bez naszego czynnego udziału.

Konrad Rękas

4 thoughts on “Ganianie banderowskiego króliczka”

  1. Głos księdza w sprawie ukraińskich ksenofobów, unitów z kościoła ukraińsko-„katolickiego”, nazistowskiej UPA:

    obowiązek pamięci o zbrodniach dokonanych przez bandytów z UPA
    na niemal bezbronnej ludności polskiej, ormiańskiej, czeskiej,
    a także tej części ukraińskiej
    która nie przyłączyła się do rzezi sąsiadów.

    ksiądz Rafał Trytek, Kraków
    http://www.sedevacante.pl/teksty.php?li=211

  2. biskup Chomyszyn starał się przestrzec przed zgubnymi i dramatycznymi skutkami szowinizmu ukraińskiego propagowanymi przez środowiska związane z Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów OUN,

    realizujących ideologię Dymitra Doncowa,

    zawartą w wydanej w 1926 r. książce Nacjonalizm oraz w tzw. dekalogu ukraińskiego nacjonalisty,

    opracowanym przez studenta wydziału filozoficznego Stepana Łenkawskiego w 1929 r., do którego to „dekalogu” wstęp napisał Dmytro Doncow.

    Siódmy punkt „dekalogu” głosił:

    Nie zawahasz się spełnić największej zbrodni, kiedy tego wymaga dobro sprawy.

    W dalszej jego części Łenkawski apelował, by nienawiścią oraz podstępem przyjmować wrogów narodu ukraińskiego i rozszerzenia siły, sławy, bogactwa i obszaru państwa ukraińskiego nawet drogą ujarzmienia cudzoziemców.

    To okrutny makiawelizm nakazujący realizować program nacjonalistów wszelkimi środkami. Tymi okrutnymi też.

    Takiego programu nie mógł zaakceptować katolicki biskup, który miał obowiązek zweryfikować ideologię nacjonalistów w świetle Ewangelii i Dekalogu.

    Stąd też sprzeciw Chomyszyna wobec nacjonalizmu [ukraińskiego].

    Poddał też krytyce postawę swego zwierzchnika duchowego, metropolitę Andrzeja Szeptyckiego.

    Trudno sobie wyobrazić, by wykształcony, obyty w świecie Szeptycki nie był w stanie właściwie rozpoznać, ocenić i podjąć właściwe kroki potępiające szowinizm ukraińskich nacjonalistów.

    Tymczasem pozwalał im działać pod swoim bokiem,

    jako że wynajmowali oni pomieszczenia na świętojurskim wzgórzu,

    w zabudowaniach należących do siedziby metropolity greckokatolickiego.

    z okazji wydania publikacji książki ,,Cerkwie i ikony Łemkowszczyzny” zabrał głos greckokatolicki ksiądz, dr Miron Michajliszyn, zwracając się do mnie z nazwiska, wobec zgromadzonych tam kilkudziesięciu osób,

    mówiąc, że metropolita A. Szeptycki propagował [niekatolicką] modlitwę do Miłosierdzia Bożego, jeszcze wtedy, gdy była ona zakazana przez władzę kościelną [papieża].

    Chciał tym samym podkreślić rys miłosierdzia u Szeptyckiego, i pokazać miłosierne oblicze metropolity.

    Ponieważ słowa ks. Mirona odbiegały od tematyki spotkania, a także stan mówcy nie stwarzał okoliczności do podjęcia dialogu „na żywo”, stąd też chciałbym uczynić to tutaj.

    Księże Doktorze, nie wystarczyło modlić się do Miłosierdzia Bożego.

    Metropolita Szeptycki jako chrześcijanin, jako biskup i zwierzchnik Kościoła greckokatolickiego powinien do modlitwy dołączyć także czyny miłosierdzia i wezwanie swego duchowieństwa i swych wiernych do miłosierdzia.

    Czy wzywał swych wyznawców i współrodaków z wyboru do okazania miłosierdzia polskim duchownym i wiernym Kościoła katolickiego, gdy atakowano ich w kościołach podczas niedzielnych Mszy św., gdy w bestialski sposób ich mordowano, niszczono ich mienie, zmuszano do ucieczki.

    Co uczynił z przypominającego gest miłosierdzia chrześcijańskiego, gdy płonęły polskie kościoły wypełnione modlącym się ludem Bożym, gdy mordowano bezbronnych, palono całe wsie, niszczono dobytek, szerzono terror?

    Wydany w listopadzie 1942 r. list „Ne ubij” (Nie zabijaj) był tak ogólny,

    że mógł być wydany w każdym innym momencie, by przypomnieć wiernym o obowiązku zachowania piątego przykazania.

    Metropolita nie nazwał zła po imieniu,

    nie wskazał sprawców, ani ofiar.

    Miał zatem rację biskup Chomyszyn poddając surowej krytyce pobłażliwość metropolity Szeptyckiego wobec ideologii i działań szowinistycznych ukraińskich nacjonalistów.
    .https://kresy.pl/wydarzenia/greckokatolicki-biskup-grzegorz-chomyszyn-okazal-sie-prorokiem-wywiad-z-ks-prof-stanislawem-nabywancem-2/

    były prezydent banderlandu Ukrainy Leonid Kuczma powiedział że Ukraińcy w latach 1939-1947 wymordowali 500 tysięcy Polaków.
    https://zygmuntbialas.wordpress.com/2025/10/05/zachodnia-granica-ukrainy-czy-zmiany-granic-sa-wykluczone-czesc-ii/

  3. biskup Jozafat Kocyłowski (1876-1947) z ksenofobicznej sekty antykatolickiej „ukraiński kościół greko-katolicki”

    ukrainofil, pseudopapież Jan Paweł 2 ogłosił Ukraińca biskupa Jozafata Kocyłowskiego błogosławionym

    W 1941 r. przemyski hierarcha ukraińsko-katolicki biskup Ukrainiec Jozafat Kocyłowski wziął udział w powitaniu hiterowskich wojsk niemieckich, które w pierwszych dniach po ataku III Rzeszy na ZSRR zagarnęły południową część miasta.

    Latem 1943 r. biskup Jozafat Kocyłowski odprawił uroczystą Mszę świętą dla hitlerowskich żołnierzy formowanej właśnie 14 Dywizji Grenadierów Waffen SS, znanej później jako nazistowska, ukraińska SS-Galizien.

    W roku 2001 Jan Paweł II ogłosił Kocyłowskiego „męczennikiem” i jeszcze w tym samym roku beatyfikował we Lwowie, podczas swojej pielgrzymki na Ukrainę.

    ************************************************************************
    Piotr Jaroszczak

    Zdziwienie budzi fakt, że przeciwko wyniesieniu na ołtarze biskupa grekokatolickiego Jozafata Kocyłowskiego nie prostestował nikt z hierarchów Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce.

    A był on przecież wrogiem Polski i niemieckim kolaborantem. Między innymi

    4 lipca 1943 r w Przemyślu Kocyłowski odprawiał w asyście ks. Hrynyka i ks. Kaczmara [1] uroczyste nabożeństwo dla ochotników do 14 Dywizji Grenadierów SS Galizien , która okryła się licznymi zbrodniami (pacyfikacje, akty ludobójstwa), także wobec ludności polskiej.

    Podczas tego nabożeństwa Kocyłowski udzielał im błogosławieństwa, a w czasie wygłoszonego tam kazania zagrzewał ich do walki.

    Wbrew cytowanemu wyżej tytułowi artykułu z Naszego Dziennika, biskup Kocyłowski nie był we wszystkim wierny Bogu i Stolicy Apostolskiej.

    Angażując się w różne antypolskie działania nie usłuchał napomnień Ojca Świętego.

    W 1923 r Pius XI nakazwał bowiem biskupowi Kocyłowskiemu jak i metropolicie Szeptyckiemu
    „by polityką się nie zajmowali, by ich zachowywanie się lojalne wobec państwa polskiego i rządu było bez zarzutu i by w tym duchu wpływali na kler” [2].

    Ponadto biskup Kocyłowski złamał, podobnie jak metropolita Andrzej Szeptycki i wielu innych ukraińskich wyższych duchownych, przysięgę złożoną w okresie międzywojennym na ręce Prezydenta RP, a także Konkordat, który rotę przysięgi zatwierdził.

    Przysięga brzmiała:

    „Przed Bogiem i na świętą Ewangelię przysięgam i obiecuję, jak przystoi Biskupowi, wierność Rzeczypospolitej Polskiej. Przysięgam i obiecuję, iż z zupełną lojalnością szanować będę Rząd, ustanowiony Konstytucją i że sprawię aby go szanowało moje duchowieństwo.

    Przysięgam i obiecuję poza tym, że nie będę uczestniczył w żadnych porozumieniach, ani nie będę obecny przy żadnych naradach, które by mogły przynieść szkodę Państwu Polskiemu lub porządkowi publicznemu.

    Nie pozwolę memu duchowieństwu uczestniczyć w takich poczynaniach. Dbając o dobro i interes Państwa będę się starał o uchylenie od niego wszelkich niebezpieczeństw, o których wiedziałbym, że mu grożą”. [3]

    Biskup Kocyłowski stanął moralnie i politycznie po stronie śmiertelnego wroga Polski, który w tym czasie dokonywał ludobójstwa na obywatelach Polski.

    Dla takiej postawy była jednoznaczna kara zgodnie z Kodeksem Karnym z 11 lipca 1932 roku (Dz. U. 1932 nr 60 poz. 571), który w art. 100 mówił iż: „kto w czasie wojny działa na korzyść nieprzyjaciela albo na szkodę siły zbrojnej polskiej lub sprzymierzonej podlega karze więzienia na czas nie krótszy od 10 lat lub dożywotnio”.

    Należy tu podkreślić, iż konsekwencje tej postawy byłyby jednoznacznie wyegzekwowane przez legalny Rząd.

    W trakcie formowania dywizji SS „Galizien” tj. w maju 1943 roku, Delegat Rządu na Kraj w randze wicepremiera w specjalnym oświadczeniu w związku z formowaniem dywizji pisał:

    „W związku z utworzeniem przez okupanta, przy współudziale pewnych czynników ukraińskich na terenie województw południowowschodnich,

    formacji pod nazwą „SS Schutzendieviesiien Galizien”, do której wzywa się w drodze ochotniczego zaciągu obywateli polskich narodowości ukraińskiej,

    stwierdzam, ze wstąpienie do tej formacji obywateli polskich,

    będzie uważane za złamanie wierności wobec państwa Polskiego i pociągnie za sobą najsurowsze konsekwencje…”.

    kłamstwo:
    Biskup Jozafat Kocyłowski
    Artykuł z Naszego Dziennika
    pt. „Wierny Bogu i Stolicy Apostolskiej Błogosławiony biskup Jozafat Kocyłowski (1876-1947)”
    1-2 grudnia 2007, Nr 281 (2994)
    Dariusz Iwaneczko
    http://przemysl.wkki.pl/przemysl/dzieje/rus/biskup.html

  4. Kocyłowski?
    Patron zamordowanych katolików, Polaków w ukro-nazi Ludobójstwie Wołyńskim?

    kłamstwa:
    Błogosławiony Jozafacie, módl się za nami.
    Adam Danek
    .https://myslkonserwatywna.pl/danek-w-obronie-bl-jozafata-kocylowskiego/

    Zmiana nazwy jednego greckokatolickiego biskupa, bpa Jana Śnigurskiego
    na drugiego, bpa Jozafata Kocyłowskiego

    w przededniu 70 rocznicy Ludobójstwa na Wołyniu uznać należy za jawną prowokację środowisk, które do dnia dzisiejszego nie uporały się z wstydliwą przeszłością i przenoszą ją wzorem ukraińskich szowinistów do współczesnej rzeczywistości.

    Przypominamy, że patron tej ulicy przez cały okres swej działalności działał na szkodę państwa polskiego,

    wspierając działania ukraińskich organizacji na rzecz budowy ukraińskiego państwa, które ni mniej ni więcej obejmować miało teren obecnego Przemyśla,

    a nawet znacznej części obecnego Podkarpacia.

    Działo się to przez cały okres II Rzeczypospolitej i spotykało się z reakcjami ówczesnych polskich władz.

    Apogeum działalności biskupa przypada na okres II wojny światowej gdzie nacjonalistyczne organizacje ukraińskie liczą na budowę własnego państwa u boku hitlerowskich Niemiec.

    Działania te wspiera przemyski hierarcha Ukrainiec Kocyłowski

    Znamienne jest jego błogosławieństwo ochotników nazistowskiego SS Galizien, SS Galicja w Przemyślu i udział w innych uroczystościach organizowanych przez ukraińskie organizacje nacjonalistyczne, współpracujące z niemieckim okupantem

    oraz podziękowania składane wspólnie z Ukraińskim Komitetem w Przemyślu Hitlerowi za zajęcie miasta Przemyśl.
    .https://isakowicz.pl/sprawa-ulicy-im-bp-kocylowskiego-w-przemyslu/

    pl.wikipedia.org/wiki/27_nowomęczenników_greckokatolickich

Comments are closed.

Related Post